Zawsze można do wody jak robili to m.in. Asasyni w kryjówce na wyspie w AC:B. Poza tym i tak nic nie przebije Jensena z Deus Exa. On przeżywał skok z 4 piętra BEZ siana. Swoją drogą liczyłem na odpowiedź. Na pytanie "Ile?"Licząc z proporcji, wg. danych, ze 1,5 starczy na 12 metrów to do skoku na 50 potrzeba 6,25 metrów siana.
Spisu treści: Wideo dniaCzas przeżyciaUwarunkowania związane z uwodnieniemObawyBezpieczna utrata wagi Chociaż jedzenie kilka razy dziennie jest idealne, aby zachować zdrowie i zmaksymalizować poziom energii, ludzkie ciało jest odporne. Ludzie mogą przetrwać przez długi czas bez jedzenia. Jednak dni bez jedzenia mogą powodować niedobory składników odżywczych i nieprzyjemne - nawet niebezpieczne - skutki uboczne. Wideo dnia Czas przeżycia Liczba dni, w których możesz przeżyć bez jedzenia, zależy od twojego rozmiaru, poziomu aktywności i ilości zgromadzonego tłuszczu w ciele, jaki posiadasz. Przegląd 2009 opublikowany w "Archiv Fur Kriminologie" donosi, że badania dotyczące głodu u ludzi są nieetyczne. Jednak autorzy tego przeglądu badali przypadki, w których osoby zostały uwięzione lub zakopane żywcem po wypadkach, i doszły do wniosku, że ludzie, którzy są w stanie pić wodę, ale są pozbawieni żywności, mogą przetrwać do dwóch miesięcy. Uwarunkowania związane z uwodnieniem Ludzie, którzy są pozbawieni zarówno pożywienia, jak i wody, mają o wiele krótszą żywotność życia niż osoby pozbawione jedzenia. Przegląd z 2009 roku w "Archiv Fur Kriminologie" donosi, że ludzie mogą przetrwać bez jedzenia i wody przez zaledwie osiem do 21 dni. Twój czas przeżycia bez jedzenia i wody jest wysoce zindywidualizowany i zależy od Twojego rozmiaru, stanu nawodnienia i poziomu aktywności. Obawy Tylko dlatego, że twoje ciało może przetrwać przez kilka dni bez jedzenia, nie oznacza, że powinieneś głodować, nawet jeśli próbujesz schudnąć. Głód nie tylko rozbija zmagazynowany tłuszcz w paliwie, ale również w mięśniach. Głód często powoduje niedożywienie, które może prowadzić do niepełnosprawności fizycznej, upośledzenia umysłowego, chorób, zmęczenia, zawrotów głowy, omdlenia, braku menstruacji u kobiet i szybkiego wypadanie włosów, zgodnie z MedlinePlus. Bezpieczna utrata wagi Jeśli twoim celem jest utrata wagi, zdrowiej wybieraj żywność, a nie całkowicie unikaj jedzenia. Zredukuj swoje bieżące spożycie o 500 do 1 000 kalorii dziennie i staraj się osiągnąć tygodniowy od 1 do 2 funtów cel utraty wagi. Aby zwiększyć uczucie sytości bez dodatkowych kalorii, wybierz produkty bogate w błonnik, białko lub oba. Przykłady obejmują chudy drób, owoce morza, owoce, warzywa, niskotłuszczowe produkty mleczne, produkty pełnoziarniste, produkty sojowe, rośliny strączkowe, orzechy i nasiona.Badanie glukozy we krwi jest bardzo ważne. Glukoza jest węglowodanem należącym do cukrów prostych i podstawowym związkiem energetycznym w naszym organizmie. Jej niedobór i nadmiar są szkodliwe dla naszego zdrowia. Sprawdź czy twoje wyniki są prawidłowe. Lek. Bartłomiej Grochot. Witam.
Chłostę można przeżyć, niejeden z przestępców w swoim życiu gorsze cięgi zebrał podczas swoich licznych "przygód" pod osiedlowym monopolowym. Element wstydu jest wedle mnie mało istotny - poddany publicznej chłoście będzie raczej rozmyślał nad planem zemszczenia się na każdym kto obserwował jego upokorzenie niż wyciągnie z
Buba Jachne (w komentarzu do poprzedniego wpisu) swoją postawą zachęciła mnie do czytania Biblii. W Księdze Przysłów znalazłem tekst, który idealnie pasuje do Romana Giertycha. W rozdziale 17, wersecie 10 czytamy: Na tego, kto ma zrozumienie, krytyka działa głębiej, niż na głupca sto batów. Przez pół roku największe autorytety akademickie oraz szeregowi nauczyciele zwracali ministrowi uwagę, że amnestia maturalna jest błędem. Niestety, Giertych nie słuchał głosu fachowców, wykazując się 100-procentową głupotą. Swojej decyzji nie zmienił, a przecież mógł wycofać się z niej i zachować honor. W rezultacie skrzywdził wszystkie osoby związane z edukacją. Teraz Trybunał Konstytucyjny zmusił ministra do przyznania, że popełnił przestępstwo. Skoro Giertych nie chciał słuchać głosu rozsądku, niech teraz posłucha psiej skóry. Wnioskuję o wymierzenie ministrowi kary stu batów. Dla ignoranta na stanowisku ministra edukacji to i tak za mało. Jednak Giertych nie chce poddać się żadnej karze. Udaje, że nic się nie stało. To dziwne. Przecież był pierwszym, który domagał się kary dla szkolnych przestępców. Nawet wnioskował o zamknięcie trudnych uczniów w specjalnych zakładach szkoleniowych. Proponuję, aby teraz podobnie potraktować jego samego. Zasłużył na to. Okazał się trudnym ministrem, więc niech idzie na resocjalizację do zakładu wychowawczego. A premierowi, który powinien ukarać swego ministra, proponuję rozważyć następujące słowa Pisma Świętego: I ten, kto uwalnia winnego, i ten, kto skazuje niewinnego, obaj są ohydą dla Boga (Przysłów 17,15). A zatem, Panie Premierze, do Pana należy zadanie, aby teraz za karę wymierzyć Giertychowi sto batów. Nie chcę mieć ministra przestępcy i premiera, który przestępcę chroni. Byłaby to ohyda.
Gdy ciężar ciał pociągnie je za sobą i włosy wraz ze skórą zostaną zdarte z głowy, rozedrą się cycki i urwie język, ich męki skończą się tylko po to, by zaczęły się inne. Gdy tylko może, wiesza trzy kobiety ciężarne albo całe rodziny i właśnie do tego wykorzystał Lucilę, jej matkę i siostrę. 148. Ostatnia. Dzień 31 grudnia ziemianie spędzali na zakrapianych polowaniach, o północy strzelali z batów na szczęście, składali życzenia i ucztowali w gronie rodziny – pisze Tomasz Adam Pruszak w książce „Ziemiańskie święta i zabawy” wydanej przez PWN. O wiele częściej bawili się na nich mieszczanie, którzy zapożyczyli ten zwyczaj w XIX w. z Europy Zachodniej. Według jednego ze staropolskich zwyczajów, 31 grudnia obdarowywano się prezentami. Jeszcze w XIX stuleciu tego dnia aptekarze przesyłali znajomym rodzinom ziemiańskim paczki z wodą kolońską. Właściciele wielkich majątków ziemskich Sylwestra rozpoczynali zwykle od polowań, na które udawano się saniami. W przerwach między odstrzałami zwierzyny (polowano przeważnie na zające i dziki) palono ogniska, przy których ogrzewano się oraz kosztowano alkoholu. - Podawano wcześniej przygotowane zakąski, gorące i zimne, oraz trochę wódki i koniaku. Około pierwszej po południu rozjeżdżano się na nowe stanowiska w nowym rewirze. Powtarzało się więc raz jeszcze to samo, a już prawie o zmierzchu, po odtrąbieniu końca polowania, wszyscy wracali do domów – wspominał jedno z sylwestrowych polowań w lasach w Kozłówce Antoni Belina Brzozowski. Wieczorną porą ziemianie odwiedzali kościoły, gdzie odprawiano nieszpory. Po mszy wracano do majątków, gdzie w gronie rodziny i najbliższych znajomych przygotowywano się do kolacji – niekiedy była ona tak uroczysta, że przypominała wieczerzę wigilijną. Nawiązywał do niej także odświętny ubiór uczestników kolacji. Atmosferę świąt przybliżała także przystrojona bożonarodzeniowa choinka oraz inne elementy domowej dekoracji. Początek nowego roku, obchodzony jako jeden z dni wchodzących w skład tzw. oktawy Bożego Narodzenia, sprzyjał także śpiewaniu kolęd. Kolędowanie wprowadzało domowników w radosny, ale i podniosły nastrój. Niekiedy śpiewano także inne, bardziej dowcipne pieśni, których teksty układano pod melodię kolędową. Przykładem jest „Kolęda jednej nocy” Jacka Woźniakowskiego: - Dziś w Chorzelowie, dziś w Chorzelowie wesoła nowina/ Stary Rok się kończy, Stary Rok się kończy, nowy rozpoczyna/ Na radiu grają – winko popijają/ Nowy Rok witają – życzenia składają/ Cuda, cuda – wyrabiają! – napisał autor w kontekście spędzanej w Chorzelowie nocy sylwestrowej kończącej rok 1935. Do stołów siadano po wspólnej modlitwie inicjowanej przez właściciela majątku. Dziękował on za mijający rok i prosił o łaski na kolejny. Stałym elementem uczty były słodkości, pączki, pierniki i faworki (chrust) oraz alkoholowe trunki, wino, kruszon, poncz. O północy wznoszono nimi toasty. Poczęstunkowi towarzyszyło składanie życzeń. Zobacz też: Przegląd świątecznych piosenek - Pięć minut przed dwunastą przychodził do biblioteki najstarszy służący, Wincenty, w białej koszuli i czarnym świątecznym ubraniu, niosąc ostrożnie na wielkiej tacy poncz, kieliszki, górę chrustu i wielkich, gorących jeszcze pączków, z konfiturą z róży w środku. Składano sobie życzenia spokojnego życia i obowiązkowo „żeby w całej naszej Polsce było lepiej” - wspominała jedną z nocy sylwestrowych na dworze w Sichowie na Kielecczyźnie Zofia Skórzyńska z Radziwiłłów. Szczególnie uroczyście świętowano noc z 31 grudnia 1899 r. na 1 stycznia 1900 r. Marianna z Malinowskich Jasiecka tak zapamiętała uroczystości związane z końcem – jak ówcześnie uważano – XIX stulecia: - O samej północy strzeliły korki szampana i powitaliśmy Nowy Rok oraz nowy wiek przy składaniu sobie nawzajem życzeń wszelkiej pomyślności. (Chwila była wzruszająca. Nie każdemu jest dane przeżyć początek nowego stulecia, a jeżeli tak, jest to jedyna taka chwila w życiu – wspominała. Niekiedy w noc sylwestrową zajmowano się wróżeniem. - Na Powiślu była tradycja wróżenia w sylwestrowy wieczór, zamiast w andrzejki. Młodzież i dzieci wkładały losowo pod talerze kartki z narysowanymi symbolami, które później domownicy odkrywali, umożliwiając tym samym ich interpretację. Drugi rodzaj wróżenia polegał na topieniu cynowych figurek (...) i wylewaniu do naczynia z zimną wodą. Następnie odczytywało się wróżbę z kształtu cienia rzucanego na ścianę także próbując ją zinterpretować – wyjaśnia Pruszak. Zwyczajem, znanym przede wszystkim na ziemiach zaboru rosyjskiego, ale także w Galicji, było witanie Nowego Roku poprzez tzw. strzelanie z batów, co miało przynieść szczęście i urodzaj. Przeważnie czynność tą wykonywali służący w majątkach ziemskich furmani lub robotnicy, za co w podzięce otrzymywali od swych pracodawców poczęstunek. Z batów strzelano zarówno w noc sylwestrową, jak i w noworoczny poranek. Czasami, jak np. na Podolu, ze zwyczajem tym łączono przeprowadzanie przez posesje ziemiańskie zwierząt znajdujących się w gospodarstwie, które na różne sposoby przystrajano. - Ubrane ciepło, w zimnym przedpokoju przyjmowałyśmy wraz z rodzicami życzenia noworoczne, nie tylko od fornali i gajowych, ale też od kolorowo przystrojonych koni, cielaków, owiec i świnek – wspominała spędzanie Nowego Roku w Ossowcach koło Buczacza Ewa Cieńska-Fedorowicz. Obchodzony w Polsce od XVII w. Nowy Rok uchodził w tradycji ziemiańskiej za dzień podniosły, czas „winszowania”, a więc wymiany wzajemnych serdeczności z bliskimi. W XIX w. rozpowszechnił się na ziemiach polskich zwyczaj wypisywania życzeń na specjalnych biletach, które wręczano bliskim. Tego dnia służba dziękowała dziedzicom za dobre traktowanie i możliwość pracy w ich dworach. Po noworocznej porannej mszy świętej rodziny ziemiańskie gromadziły się przy suto zastawionych stołach i wspólnie ucztowały. Nowy Rok starano się obchodzić w radosny sposób – dzieci robiły sąsiadom psikusy, a także uczestniczyły w urządzanych po obiedzie kuligach. W ziemiańskich dworach kultywowano także ludowe zwyczaje – według jednego z nich, nawiązującego do Wigilii Bożego Narodzenia, w Nowy Rok należało wystrzegać się różnych czynności, które uznawano za nieprzyjemne. Obawa przed wykonywaniem ich w najbliższej przyszłości była związana z popularnością porzekadła: „Jaki Nowy Rok, taki cały rok”.Of 19 cases reported from 1997 to 2006, 17 were associated with bats. In all but one of the cases the bat was inside the home. Less than 1/10 of 1 percent of wild bats have rabies. A bat must be
TAJLANDIA - KRAJ MAGICZNY I WOLNY część III - region PhuketKrzysztof Danielewicz8 lipca 2022 Turystyka31 grudnia 2021, wylot do Phuket i sylwesterKolejnym punktem i jednocześnie bazą wypadową w mojej podróży po Tajlandii był Phuket. Miasto i region są bardzo popularne turystycznie, głównie ze względu na piękne plaże oraz świetne miejsce wypadowe do innych jeszcze piękniejszych wysp, lasów, plaż itp. Do Phuket, ze względu na odległość, polecieliśmy samolotem (około dwie godziny lotu). Na lotnisku zostaliśmy szybko przejęci przez osoby organizujące transport. Mieliśmy dwie opcje: zapłacić 800 batów za samochód osobowy tylko nasz lub 180 batów za osobę za miejsce w busie. Odległości pomiędzy lotniskiem a naszym hotelem to około 25 kilometrów. Na lotnisku, ponieważ był to lot krajowy, nie musieliśmy przechodzić żadnych dodatkowych testów czy kontroli dokumentów na drodze samochód zatrzymał się jeszcze w „zaprzyjaźnionym” biurze podróży, gdzie pod pretekstem doprecyzowania adresów hoteli dla kierowcy chciano nam sprzedać wycieczki – dość osobliwa metoda na łapanie nowych turystów, którzy nie zdążyli zapoznać się jeszcze z cenami i możliwościami. Po jakimś czasie zostaliśmy dostarczeni pod sam hotel, świetnie usytuowany i posiadający wszelkie możliwe udogodnienia, ze wspaniałym basenem na dziedzińcu włącznie, do którego można było wejść bezpośrednio z niektórych pokoi położonych na 1. Sylwester na wyspie się składało, że akurat był to sylwester. W rejon plaży ściągały już od około tłumy Tajów i turystów z całego świata. Tysiące samochodów, skuterów i tuk tuków krążyły w kółko. Niektóre z nich były jeżdżącymi dyskotekami. Na plaży pośród drzew ludzie rozbijali biwaki, a następnie jedli i pili na kocykach. Co chwilę było słychać wystrzały, w powietrze leciały setki papierowych lampionów. Osobiście byłem bardzo zły, że właśnie w taki dzień odczuwam bardzo silne bóle pleców i sądziłem, że krótko po północy pójdę do pokoju spać. Jednak, jak to najczęściej bywa, najlepiej wychodzą imprezy nieplanowane. W naszym przypadku usiedliśmy na murku na plaży i podziwialiśmy widoki, ciesząc się wspaniałą pogodą. Tak się złożyło, że po prawej mojej stronie drinkowała para Rosjan, za nimi także siedzieli Rosjanie. Widziałem, jak mój sąsiad rozmawia z kolegami z Rosji, którzy stoją w czapkach i marzną, a on im pokazywał, co się dzieje na plaży. Po chwili podszedł do stojących po naszej lewej stronie tajskich kobiet mężczyzna wyglądający na 2. Świętowanie Sylwestra na tak pewni, że to Polak, że odezwaliśmy się do niego po polsku i okazało się, że mieliśmy rację. Po krótkiej rozmowie zabrał nas w inne miejsce, gdzie biesiadowali inny Polak z Litwinem. Chwilę miło porozmawialiśmy, wypiliśmy kilku toastów, a następnie poszliśmy na plażę, bo zbliżała się północ. Po wystrzałach, życzeniach itp. wróciliśmy do naszych nowo poznanych przyjaciół pożegnać się i podziękować za gościnę. Wracając do hotelu, zrobiliśmy jeszcze zakupy lokalnej, bardzo dobrej whisky. Zatrzymaliśmy jeszcze objazdową restaurację, bo zachciało się nam jeść. Mając jedzenie i picie, przejęliśmy kontrolę nad stojącym opodal stolikiem. Przechodząca obok nas para Polaków zatrzymała się, gdyż idący tam mężczyzna stwierdził, że zna Pawła. Zaprosiliśmy ich do rozmowy i poczęstunku. Impreza się rozwijała, nasi nowi znajomi zakupili sobie jedzenie, dokupili picie i rozmawialiśmy dosyć długo. Następnie stwierdzili, że niedaleko znajduje się główna ulica z restauracjami, barami i imprezami, którą powinniśmy odwiedzić, gdzie udaliśmy się po skończonej biesiadzie. Po przybyciu w to miejsce było od razu widać, że tutaj sylwester miał różny, dla niektórych ciężki, 3. Jedna z głównych promenad w Phuket – Patong dosłownie wszędzie czuło się niesamowicie sympatyczną atmosferę, żadnej przemocy czy agresji, coś niesamowitego. Po jakimś czasie pożegnaliśmy się z naszymi przesympatycznymi rodakami z Warszawy i postanowiliśmy wrócić do hotelu. W drodze jednak spotkała nas kolejna przygoda. Mijając grupę bawiących się Tajów przy prowadzonej przez nich restauracji, chciałem zrobić im zdjęcie. W tym momencie dołączył do nich mój kolega, po chwili staliśmy się już częścią biesiady, po jakimś czasie dołączyło do nas dwóch sympatycznych Niemców, i tak ostatecznie do hotelu wróciliśmy około Gdyby nie bardzo nieprzyjemny i dokuczliwy ból pleców, byłby to mój najwspanialszy sylwester w 4. Tajscy przyjaciele – kompani sylwestrowej nocy w stycznia 2022, rehabilitacjaNiestety dokuczający ból pleców i problemy z poruszaniem się spowodowały, że musiałem trzy dni spędzić na odpoczynku, „samorehabilitacji” i podziwianiu morza. Generalnie okazało się to bardzo przyjemne, szczególnie dlatego, że w hotelu był basen, a do plaży miałem nie dalej jak 200 metrów. Na szczęście dla mnie z dnia na dzień czułem się coraz lepiej, więc miałem nadzieję, że jeszcze zobaczę kilka ciekawych miejsc. Ze względu na liczbę dni, która pozostała mi jeszcze w Phuket, postanowiłem zobaczyć wyspę Jamesa Bonda oraz miejsce zwane Phi Phi. Jedno z tych miejsc było na północy a drugie n– a południu w stosunku do wyspy Phuket. Wycieczki w tym kierunku sprzedawano praktycznie na każdym rogu w moim rejonie. Ceny były elastyczne, np. za wizytę na wyspie Jamesa Bonda żądano nawet 3600 batów, ja kupiłem bilet za 2000 batów. W cenę wliczano transport prosto z i do hotelu, obiad, 5. Plaża Phuket – moje miejsce rehabilitacji po upadku na stycznia 2022, wyspa Jamesa Bonda 4 grudnia punktualnie o pod hotel podjechał bus i zabrał nas na wycieczkę. Po drodze zatrzymał się jeszcze w dwóch hotelach i po około 45 minutach dotarliśmy do portu. Tutaj podanie danych do ubezpieczenia, kawka, ciasteczko, instruktaż i załadunek na pokład szybkiej łodzi wycieczkowej. Plan wycieczki zakładał najpierw zwiedzenie Hong Island, gdzie odwiedziliśmy małą, ale ciekawą jaskinię oraz podziwialiśmy wspaniałe formy skalne, a następnie James Bond Island, która posiadała kilka wspaniałych punktów widokowych skierowanych na pięknie wyglądającą maleńką wysepkę. W tym miejscu nakręcono jeden z filmów z Jamesem Bondem – The Man with the Golden Gun – a skała nazywa się Khao Ping Kan. Widoki w tym miejscu naprawdę zapierały dech w 6. Wyspa Jamesa krótkiej przerwie popłynęliśmy na urokliwą Panyee Island, na której znajduje się malownicza osada muzułmańska z pięknie odbijającym się z oddali meczetem. Na wyspie czekał na nas pyszny posiłek w formie szwedzkiego stołu, po czym mieliśmy trochę czasu, aby pochodzić wąskimi uliczkami pomiędzy domami, z których większość zbudowana jest na palach. W uliczkach, ze względu na liczbę turystów, znajdowało się mnóstwo straganów z suwenirami oraz sklepy spożywcze. Sama ludność lokalna czuła się bardzo swobodnie, nie zamykała okien czy drzwi, dzięki czemu można było podejrzeć, jak ludzie żyją w takich pięknych okolicznościach miejscem były wyspy, gdzie przez około 40 minut lokalni przewoźnicy dali nam szansę w spokoju popływać na dmuchanych pontonach pomiędzy skałami lub nawet pod nimi. Na koniec odwiedziliśmy piękną Naka Island, gdzie można było poleżeć na cudownej plaży. W Tajlandii urzekło mnie to, że natychmiast po tym, jak się położymy na plaży, podchodzą ludzie i oferują sprzedaż mrożonej kawy czy owoców w formie shake’a. Po bardzo przyjemnym półtoragodzinnym postoju popłynęliśmy w drogę powrotną do portu, a następnie do hotelu. Był to chyba najprzyjemniejszy dzień w trakcie całej mojej podróży po podkreślić, że całość wycieczki została przygotowana w sposób perfekcyjny, naprawdę polecam ten sposób spędzania 7. Panyee Island, na której położona jest malownicza osada stycznia 2022, wyjazd na Phi Phi Don i Phi Phi LaeWyspy Phi Phi są kolejnym bardzo polecanym miejsce na tzw. jednodniowe wycieczki. Podobnie jak dzień wcześniej, także w tym przypadku zostałem odebrany bezpośrednio z hotelu i zawieziony na południe wyspy Phuket do przystani. Na miejsce zjeżdżały kolejne małe busy z turystami, których mogło być około 150-170 osób. Podzielono nas na dwie grupy: tych, którzy wyjeżdżają na wyspę Jamesa Bonda, oraz tych, którzy jak ja chcą popłynąć na wyspę Phi Phi. W ramach przygotowania każdy z mojej grupy otrzymał okulary oraz rurkę do nurkowania, a także nowy ustnik. Kto chciał, mógł sobie już sam odpłatnie wynająć kamerę do kręcenia filmów pod wodą, wodoszczelną sakwę do telefonu komórkowego czy płetwy. Osoby oczekujące mogły w tym czasie zjeść śniadanie, napić się kawy czy wszyscy byli już zarejestrowani, ubezpieczeni i podzieleni na grupy, przy czym każdy otrzymywał opaskę w innym kolorze i swojego przewodnika, poinformowano nas, co i gdzie będziemy zwiedzać oraz na co musimy uważać. Każdy z przewodników przedstawił się z imienia i prosił, aby zapamiętać jego imię oraz nazwę firmy, co może być niezbędne, gdyby ktoś zgubił się w miejscach zwiedzania. Po pewnym czasie, kiedy już nastąpił przypływ, nastąpił moment przejścia na pomost i załadowania się do szybkich łodzi. Kto miał problemy z bujaniem łodzi, mógł wziąć sobie tabletkę, oczywiście wszystko w cenie wycieczki. Na łodzi na turystów czekały woda, pepsi i 8. Łódź wycieczkowa na Phi Phi około 45 minutach płynięcia szybką łodzią dotarliśmy do wyspy Phi Phi Don i pierwszego miejsca, jakim była tzw. Monkey Beach, czyli plaża, gdzie na wolności żyją małpy, które podobno doskonale pływają i żywią się rybami. Kiedy dopłynęliśmy na miejsce, widać było wielu turystów, którzy obserwują małpy – małe i dorosłe. Ostrzegano nas, aby nie podchodzić do zwierząt, ponieważ potrafią być bardzo niebezpieczne. Rzeczywiście: na moich oczach dorosła małpa pobiegła w kierunku stojącej tyłem kobiety i jej córki. Ludzie z daleka krzyczeli, więc kobieta się odwróciła i zdążyła odskoczyć do wody. Małpa ukradła z jej kajaku plastikową butelkę z pepsi, otworzyła ją i wypiła zawartość. W pewnym momencie małpy zaatakowały innego człowieka, dopiero jeden z Tajów strzelił do nich z procy, czego bardzo nie lubią, i ją 9. Małpa z Monkey przystanek to nurkowanie w rejonie Tonsai Bay. Niestety – podobnie jak dzień wcześniej zabrakło słońca. Zmniejszało to znacznie przyjemność z nurkowania na płytkich wodach. Rafę i ryby było oczywiście widać niewyraźne, a zdjęcia wychodziły bardzo słabej około 40 minutach przeznaczonych na nurkowanie popłynęliśmy na leżącą w pobliżu Phi Phi Don na lunch. Ciekawe jest to, że na Phi Phi Don w miejscu, gdzie są hotele, pas ziemi ma około 300 metrów i z jednej plaży na drugą dojście zajmuje nie więcej niż 10 minut spacerkiem. To idealne miejsce na wypoczynek dla osób, które chcą spędzić czas nad morzem, podziwiając piękne plaże, patrzeć jednocześnie na góry i wybierać się łodziami w różne ciekawe 10. Jedna z plaż na Phi Phi zjedzeniu posiłku i godzinnej przerwie popłynęliśmy do laguny Pi Leh, po drodze przepływając obok jaskini zamieszkiwanej przez lokalną ludność. Pi Leh jest piękną małą zatoką, która wąskim przesmykiem pomiędzy wysokimi skałami wcina się na głębokość około 700 metrów. Nie zawsze poziom wody pozwala łodziom turystycznym tam wpływać. Na miejscu chętni mogli popływać po lagunie lub wynająć lokalną mniejszą drewnianą łódź, co dawało szansę na zrobienie ładnych zdjęć – oczywiście przy dobrej 11. Przepiękna laguna Phi krótkiej, czterdziestominutowej przerwie wyruszyliśmy w kolejny krótki rejs do Maya Bay, które było chyba najpiękniejszym miejscem w tym dniu. Dopływaliśmy do przesmyku w skałach, wysiadaliśmy i po kładce dochodziliśmy od strony plaży do laguny. Cała zatoczka jest częścią parku narodowego i pozostawała zamknięta przez całe dwa lata ze względu na pandemię, zresztą jak cała Tajlandia. Obecnie obowiązuje zakaz wchodzenia do wody, chociaż moczenie nóg nie powodowało reakcji strażników. W tym absolutnie unikatowym miejscu kręcony był film z Leonardo DiCaprio. Można sobie tylko wyobrazić, jak romantyczny mógłby być pobyt w tej zatoczce bez obecności innych 12. Laguna Maya zakończenie po około pół godzinie dotarliśmy na Khai Island, na której spędziliśmy około 40 minut. Przyznam szczerze, że mógłbym tam leżeć cały dzień. Na tej bezludnej, mającej może z 400 metrów wyspie znajdowała się hałda białego piasku, trochę skał, kilka palm oraz bary i restauracje. Poza sezonem nikt tam nie mieszka. Nic, tylko leżeć, popijać piwko, pływać na skuterach i patrzeć w morze – coś wspaniałego. Polecam to miejsce na cały krótkiej przerwie zostało nam tylko 15-minutowe przemieszczenie do portu, oddanie sprzętu i powrót do Phuket. Wszystko świetnie zorganizowane i naprawdę warte ceny. Przypominam: taka wycieczka w katalogach kosztuje 3200 batów, ale bez problemu można ją kupić za 2000 batów. Posiłki, sprzęt i napoje oraz transport są w 13. Wyspa Khai w Phuket początkowo wydawał mi się za długi, a okolica – za tłoczna jak na moje oczekiwania. Jednak ze względu na konieczność powypadkowej rehabilitacji czas ten okazał się idealny. Miejsce to spowodowało, że bardzo mocno zwolniłem, rozkoszowałem się piękną pogodą, pięknymi widokami morza, miłą atmosferą, muzyką oraz niesamowicie różnorodną kuchnią. Phuket to też bardzo dobry punkt wypadowy do jednodniowych wycieczek w różne ciekawe miejsca. Można tu odpocząć, skorzystać z masażu, posłuchać wieczornych koncertów, popływać w morzu, popływać skuterem i wiele innych atrakcji. Gwarantowane są pogoda, atmosfera, bezpieczeństwo i piękne widoki. Warto też wykupywać wycieczki na pojedyncze wyspy i spędzać tam cały dzień. W moim przypadku miałem wrażenie, że przez napięty grafik traciłem szansę na delektowanie się miejscem i chwilą. W tym miejscu każdy znajdzie coś, co go uszczęśliwi – „plażing”, zwiedzanie pięknych bezludnych wysp, pływanie na skuterach, loty na spadochronie za motorówką, nocne życie, świetne masaże, niesamowita kuchnia, wszędzie otwartość i świetna atmosfera, niesamowita tolerancja na wszelkiego rodzaju odmienności stycznia 2022, pływający targ (floating market)Przez dwa dni, które mi zostały do powrotu, chciałem jeszcze zobaczyć coś ciekawego, aby zebrać jak najwięcej materiału o Tajlandii. Zadzwoniłem do naszego wcześniejszego przewodnika i zapytałem o jego ofertę. Zaproponował zwiedzanie starej stolicy Tajlandii, ale głównie szlakiem świątyń, co dla mnie było nie do przyjęcia. Szczerze – wszystkie te świątynie moim zdaniem wyglądają podobnie, ociekają złotem i można w nich zobaczyć dziesiątki figur Buddy w różnych pozycjach. Drugą ofertą był wyjazd do tzw. floating market, czyli pływającego targowiska. Tu jednak problemem okazała się cena – 2 tys. batów za przewodnika, 2 tys. batów wynajem samochodu i jeszcze wynajem łodzi. Zrezygnowałem więc i postanowiłem spędzić dzień na Chatuchat Market, gdzie nie tylko można wiele ciekawych rzeczy kupić, to jeszcze pooglądać i dobrze z hotelu, zatrzymaliśmy przypadkową taksówkę, aby dojechać na Chatuchat Market. Starszy, sympatyczny kierowca, nieźle mówiący po angielsku, sam zaczął nas wypytywać, ile dni jesteśmy w Bangkoku, czy nas gdzieś nie podrzucić oraz wspomniał, że za 2 tys. zawiezie nas do floating market i oczywiście przywiezie z powrotem. Ja byłem bardzo zainteresowany, musiałem tylko skalkulować czas, bo był to mój ostatni dzień pobytu w Tajlandii. Ostatecznie umówiłem się z kierowcą na godzinę na 14. Spakowana do sprzedaży sól centrum Tajlandii z mojego hotelu była to odległość około 100 kilometrów, czyli co najmniej półtorej godziny jazdy. Po drodze mijaliśmy rozległe pozalewane poldery, gdzie – jak powiedział kierowca – pozyskuje się sól z wody morskiej. Zresztą zatrzymaliśmy się na jednym ze straganów i kupiliśmy jej trochę. Sól była bardzo tania – duża, może 2-, 3-kilogramowa paczka soli kosztowała około 13 drodze widzieliśmy dużą inwestycję drogową: na bardzo wysokich podstawach układano szybką trasę do Bangkoku. Układanie tras drogowych i kolejowych na dużej wysokości jest dosyć często spotykanym rozwiązaniem, szczególnie w stolicy. Kierowca podróżujący po Bangkoku ma do wyboru darmową drogę i stanie w korkach lub zapłacenie i szybki, bezkolizyjny przejazd przez centrum 15. Budowa drogi szybkiego ruchu na trasie do pływającego drodze na market przejeżdżaliśmy przez miasta Maeklong, które znane jest z tego, że na normalnie funkcjonujących torach kolejowych działa bardzo duże targowisko. O określonych godzinach przejazdu pociągu ludzie muszą na chwilę przesunąć swoje stragany, a potem handlują dalej. Akurat, kiedy ja chodziłem po targowisku, nie było można zobaczyć tego spektakularnego i znanego na świecie przejazdu pociągu. Na targu można było kupić wiele odmian ryb, owoców morza, normalnych owoców, przypraw itp. Zauważyłem, że jak na ceny tajskie, niektóre owoce morza były bardzo drogie – np. żywy (wiązany sznurkiem) krab kosztował około 70 zł. Okazało się też, że miasto Maeklong jest miastem rodzinnym mojego kierowcy, więc pokazał mi dom, w którym się wychowywał, szkołę oraz świątynię, do której 16. Słynne tory przy Meaklong miasto, po kilku minutach dojechaliśmy do przystani, gdzie czekał na nas już kokos do picia. Był też właściciel z łodzią. Cena łodzi mnie trochę zaskoczyła, liczyłem na około 1000 batów za kilka godzin. Wcześniej pytałem kierowcy o cenę, ale on, unikając jasnej odpowiedzi, stwierdził, że to zależy, na ile godzin. Łódź dla obcokrajowców kosztowała 2 tys. za pierwszą godzinę i 3 tys. batów za dwie godziny, dla Tajów odpowiednio 1 i 2 tys. batów. Musiałem się potargować, ponieważ nie byłem przygotowany na taki wydatek ostatniego dnia, i finalnie zapłaciłem 2,5 tys. batów za dwie i pół godziny. Generalnie, jeżeli łódź wynajmuje kilka osób, to nie jest duży koszt, ale ja byłem sam, więc wychodziło trochę wyruszeniem właściciel przystani pokazał mi na schemacie, jaką trasą popłyniemy i co zobaczymy. W rejonie, w którym znajdowała się przystań, wszędzie dookoła znajdowały się gaje palmowe, na których dojrzewały orzechy kokosowe. Trasa wiodła kanałami właśnie przez te lasy, co dla mnie było zupełnie nowym doświadczeniem i oceniam jako bardzo ciekawe. Po drodze mijaliśmy wiele pozamykanych straganów z suwenirami i kilka otwartych – widać, że brak turystów bardzo dotknął Tajlandię. Spowodował też, że ceny za nawet małe rzeczy stawały się nieprzyzwoicie wysokie i należało się bardzo mocno targować. Kiedy coś kosztowało na wstępie 600 batów, to nie powinniśmy zapłacić więcej jak 150-160. Miałem już doskonałe rozeznanie w cenach suwenirów, więc byłem twardym 17. Gaje palmowe, mijane po drodze na pływający drodze mijaliśmy też domy Tajów – bardziej i mniej zadbane, czasami nawet ruiny. Pływały też małe restauracje, oferujące owoce, mięsa oraz inne ciekawe potrawy. Po drodze zatrzymaliśmy się też w zakładzie i sklepie jednocześnie, gdzie z mleka kokosowego produkowano ciastka, będące de facto skondensowanym cukrem. Takie ciastko nadawało się nie tylko do zjedzenia, choć było niewiarygodnie słodkie, ale np. także do wykorzystania (po rozpuszczeniu) do wypieków. Produkcja ciastek przebiegała tradycyjną metodą, polegającą na odparowaniu wody w koszach podgrzewanych przez ogień ze specjalnego pieca. Przy okazji produkcji i sprzedaży ciastek można było zakupić suweniry, których całe regały czekały na swoich nabywców, tych jednak nie znajdowało się 18. Brama witająca na floating wreszcie do samego centrum marketu. Miejsce jest bardzo ciekawe, klimatyczne, prawdziwe. Bezpośrednio z łodzi można zamówić posiłek, owoce, piwo czy inne produkty. Po obu stronach kanału na słońcu wygrzewały się warany. W jednej z pięknych galerii obrazów pięknie śpiewała para starszych artystów. Było naprawdę pięknie, miało się ochotę spędzić tam kilka godzin. Woda, ciepło, mili i otwarci ludzie, piękna zieleń dookoła oraz pyszna kuchnia razem wzięte powodowały, że nie chciało mi się wcale wracać do 19. Jeden ze sklepów na pływającym drodze powrotnej mijaliśmy kolejne wygrzewające się na słońcu warany, zadbane domy położone nad samym kanałem, hotele i lasy palmowe. Zatrzymaliśmy się jeszcze w jednej świątyni buddyjskiej, która niczym nie różniła się od innych. Ciekawostką było natomiast to, że na brzegu stał automat, w którym sprzedawano karmę dla ryb. Rzeczywiście na brzegu stało kilku Tajów dokarmiających liczne stado dużych ryb. W związku z tym, że ryby należały do świątyni, nie można było ich bardzo polecam to miejsce. Najlepiej spędzić tu cały dzień lub wynająć pokój w hotelu położonym nad kanałem. W porównaniu do Bangkoku to bardzo spokojna, urokliwa i klimatyczna 20. Floating market, sklepy po obu stronach Wam dziękuję za odbytą ze mną podróż! Może kiedyś wybierzemy się do Tajlandii razem? Rozważ to!To, ile można przeżyć bez wody, to jedno. A jak wygląda kwestia pożywienia? W końcu ciało do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje jedzenia, a dokładniej mówiąc - kalorii. Wszelkie diety redukcyjne, ograniczające przyjmowanie kalorii, prowadzą do stopniowego spadku masy ciała. Tragiczne skutki może przynieść zupełnaW dziewięciu poprzednich wydaniach opisałem podstawowe zasady Jeździectwa Naturalnego, stosunek do bezpieczeństwa, podstawowe ćwiczenia, komunikację i język koni, zawody trenerów Naturalu, sprzęt treningowy, powstawanie i leczenie narowów wyróżniające Natural w stosunku do innych metod szkoleniowych. W tym wydaniu spojrzymy na jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów jakim jest używanie w jeździectwie bata i palcata. Natural a bat i palcat Jedną z częściej przytaczanych w nauce jeźdźców metod naturalnych jest złota myśl, iż „ludzie tak bardzo koncentrują się na tym, jak zapanować siłą i różnymi patentami nad 500 kilogramami potężnych mięśni a tak niewiele robią, aby zapanować nad 500 gramami końskiego mózgu”. Ray Hunt zawsze przypominał studentom, aby spojrzeli na oferowane w sklepach jeździeckich wyposażenie oczami konia i starali się pomyśleć, co ich ulubione zwierzę może sądzić o całej gamie wynalazków jakie dla niego przygotowano. Bat i palcat to jedne z najczęściej dyskutowanych i „iskrzących” tematów w polemikach o metodach treningowych.. Nadal jednak to jeden z najlepiej sprzedających się artykułów został wynaleziony prawdopodobnie wraz z pierwszymi metodami udomowiania i hodowli zwierząt przez człowieka, stając się przez tysiące lat nieodłączną pomocą człowiekowi w obcowaniu z końmi. Tradycja jego używania jest tak silnie zakorzeniona, że w quizie jaki proponuję każdemu przeprowadzić, zadając pytanie osobom niejeżdżącym konno co im się kojarzy ze słowem koń, ponad 80% odpowie na szybko „bat”. Metody naturalne skupiając się na pracy z końskim umysłem eliminują w pierwszym rzędzie pomoce służące najczęściej do zadawania bólu i przemocy. Światowym adwokatem walki o ograniczenie używania bata jest toczący od lat swoją bezpardonową batalię Monty Roberts. Towarzysząc mu w pokazach na targach nieraz widziałem, jak potrafił co chwilę zatrzymywać się przy kimś niosącym świeżo zakupiony bat. Zwykł wtedy żartować, iż „lepiej aby kupiła pani dłuższy, na pewno przyda się bardziej na męża w domu”. Przyprawiał tym samym sprzedawców o ból głowy i powodował, że łażenie po targach z nowym batem pod pachą przestawało być „trendy”.Jak sam opisuje w książce „Ode mnie dla Was” w rozdziale „Przyjrzyjmy się tradycji”, trzy najpoważniejsze i najpowszechniejsze błędy metod tradycyjnych, które chciałby wyeliminować ze szkolenia koni to używanie bata, lonżowanie na pojedynczej linie oraz karmienie z ręki. Pisze „Od czasu, gdy wydałem swoją pierwszą książkę, brałem udział w wielu międzynarodowych imprezach, które zgromadziły ogromną ilość koniarzy i miłośników jeździectwa. Podczas zwiedzania targów widziałem dosłownie tysiące ludzi, z których każdy miał w ręku nowo nabyty palcat lub bat. Według oceny właścicieli sklepów jeździeckich z całego świata, palcat jest najlepiej sprzedającym się w nich towarem. To bardzo dziwne, że od ośmiu tysięcy lat mamy do czynienia z końmi, a mimo to nie nauczyliśmy się jeszcze, że bat jest prawdopodobnie najmniej skutecznym narzędziem w pracy z tymi zwierzętami. Gdyby celem naszej pracy było wzbudzenie w nich niechęci, pewnie musiałbym zmienić zdanie, ale zważywszy, że celem jest współpraca – uważam, że stosowanie bata jest zdecydowaną pomyłką. Pamiętajcie, że palcat zawsze pozostanie palcatem a bat batem, niezależnie od uprawianej dyscypliny i że koń to zawsze koń, niezależnie od rasy i warunków w jakich przebywa. Gdy jednak piszę o zastosowaniu bata czy palcata, zawsze mam na myśli używanie go po to, by sprawić koniowi ból. Zdaję sobie sprawę, że w niektórych dyscyplinach palcat służy wyłącznie jako narzędzie porozumienia. Jedną z nich jest ujeżdżenie, gdzie palcatem często tylko dotyka się konia, by przekazać mu pewien komunikat. Niektóre konkurencje takie jak powożenie są tak pomyślane, że bat umożliwia skuteczną komunikację. Moje zastrzeżenia dotyczą wyłącznie przypadków, gdy palcat lub bat służy zadawaniu bólu. Equus, zwierzę uciekające, chodzi po ziemi od ponad pięćdziesięciu milionów lat. Jeśli zaakceptujemy teorię dr Louisa Lakey na temat wieku Lucy, prehistorycznej kobiety odnalezionej przez niego w Olduvai Gorge, można powiedzieć, ze rodzaj ludzki ma około trzy i pół miliona lat. Wniosek z tego, że konie świetnie dawały sobie radę bez człowieka przez czterdzieści siedem milionów lat. A my bez zastanowienia określamy niektóre konie jako „trudne”, z pewną dezynwolturą jak na przedstawicieli tak młodego gatunku. Nauka klasyfikuje konie jako zwierzęta uciekające, które jak wiadomo mają w życiu tylko dwa cele – przetrwanie i rozmnażanie się. W czasie wyścigów konie raczej z rzadka kierują myśli ku reprodukcji, co pozostawia nam tylko jeden aspekt końskiej egzystencji – wolę przetrwania. Zastanówmy się przez chwilę nad tym, że jesteśmy istotami ludzkimi, które mają do czynienia z końmi w warunkach, które są dla tych zwierząt skrajnie trudne i przerażające. Wiedząc, że konie nade wszystko pragną przetrwać, często dochodzimy do wniosku, że bolesne smagnięcia batem zmuszą je to do szybszego biegu. Twierdzę, że taka decyzja jest już wystarczająco zła z humanitarnego punktu widzenia; co gorsza, jest także nieefektywna. Konie to stworzenia napierające na źródło bólu. Ich naturalny instynkt każe im odpowiadać naciskiem na nacisk, tak jak dzieciom, które ogryzają skórki od chleba gdy dokuczają im wyrzynające się zęby. Uderzenia palcatem mogą kilka razy skutecznie przestraszyć konia podczas wyścigu, ale wkrótce zacznie on nienawidzić bata i stawiać mu opór, co spowoduje zwolnienie tempa biegu. Często słyszy się na torach wyścigowych, że „potrzebujemy palcatów dla bezpieczeństwa.” W rzeczywistości jest to stwierdzenie jak najdalsze od prawdy, ponieważ przy użyciu palcata spowodowano więcej wypadków, niż ich uniknięto.” Prawdziwa krucjata Robertsa o prawne ograniczenie używania palcatów na torach wyścigowych przyniosła niezwykłe wyniki w postaci zakazu ich używania lub ograniczające używanie tylko do tych wykonanych z miękkiej pianki w wielu krajach na też nie przyznać mu racji, że na takich torach wygrywać będą lepsze konie i lepsi dżokeje, a niekoniecznie mocniej bite w dotychczasowej formie i celu używania został praktycznie we wszystkich szkołach naturalnych wyeliminowany. Konie mają naturalną tendencję unikania i obawy przed wszelkiego rodzaju długimi przedmiotami. Podstawowym powodem nie jest jednak sama konstrukcja bata, ale chęć, skłonność i łatwość jego używania przez człowieka jako narzędzia bólu i przemocy. Rujnują one czasem w sekundę to, co jest istotą metod naturalnych – budowanie w koniu zaufania, szacunku, partnerstwa, szkolenia jego umysłu poprzez dawanie mu prawa wyboru i decyzji, zachowania i podbudowania jego indywidualnej osobowości, tworzenia warunków szkolenia opartych o naturalną koniom ciekawość, chęć zabawy i przywództwo związane z potrzebą poczucia przez konia bezpieczeństwa. Jego używanie, a raczej powszechne nadużywanie, ogranicza także wiele rzeczy, które powinien posiąść dobry jeździec w ramach pracy nad samym sobą. Szkoła Robertsa w ogóle nie korzysta z batów, ale akceptuje ich używanie jako elementu komunikacji w powożeniu i w postaci palcatów w ujeżdżeniu. Używany w niektórych szkołach naturalnych bacik to metrowej długości kij z włókna szklanego zakończony metrowym sznurkiem, najczęściej tak lekkim, jak w szkole Silversand, iż uniemożliwiającym uderzenie. W szkole Pata Parelli’ego nazywany jest marchewkowym bacikiem nie dlatego, że jest czerwony, ale dlatego, że zadaniem szkolonej osoby jest stosowanie go w sposób kojarzący się koniowi bardziej z marchewką niż z batem. Dlatego podstawowy zakres ćwiczeń to używanie tego bacika do głaskania i drapania konia w ulubionych miejscach, pozwalający nawet wcześniej bitym koniom na proces odczulenia tzn. nie kojarzenia tego narzędzia z bólem czy strachem. Prezentowane często przed publicznością przez trenerów Naturalu – jak Andersona, Camerona czy innych – strzelanie z bata podczas stania na koniu, jest nie tyle popisem kaskaderskim, ale dowodem na to, że w trakcie szkolenia nie użyto przemocy i koń na wywijanie liną lub batem nad jego głową nie reaguje obawą czy strachem. Przemoc i ból nie są przecież wprost związane z samym batem, ale jak podkreśla Monty, z rękami człowieka, który go w swojej prostocie i wiele wyjaśniającym jest stwierdzenie w najnowszej książce „Jeździectwo naturalne bez tajemnic” przez Roberta Millera (który jesienią tego roku gościć będzie w Polsce), iż konie w gruncie rzeczy nie tyle boją się drapieżników, co drapieżnych zachowań. Monty Roberts na swoich pokazach pyta często publiczność skąd ich udomowione konie wiedzą, jak wygląda i czy należy się obawiać niedźwiedzia, lwa czy tygrysa. Daje swoim fanom do przemyślenia, iż musi być jakaś inna odpowiedź niż ta, że jako źrebakom „opowiadała im o tym ich babcia” albo też, że „same czytały książki Monty’ego”. Warto zatem, aby na własnych treningach korzystać z pomocy kamery i bez względu na to czy podzielamy teorie Naturalu czy też wolimy stosować inne metody, przyjrzeć się nie tyle technikom, ale własnym zachowaniom, szczególnie w momentach negatywnych reakcji szkolonych koni. . Andrzej Makacewicz LmOIpCg.